W sobotę, 28 lutego na wieczornym niebie pojawi się układ sześciu planet widocznych niemal jednocześnie nad horyzontem. Zjawisko określane popularnie jako „parada planet” nie jest terminem astronomicznym, lecz medialnym skrótem opisującym sytuację, w której kilka planet znajduje się po tej samej stronie nieba, w pobliżu ekliptyki. Tym razem w zestawieniach pojawiają się: Merkury, Wenus, Mars, Jowisz, Saturn, Uran i Neptun.
Choć mówi się o „ustawieniu w jednej linii”, w rzeczywistości planety rozciągną się na szerokim łuku wzdłuż ekliptyki – płaszczyzny, w której krążą wokół Słońca. To naturalna konsekwencja budowy Układu Słonecznego, którego geometrię opisał już w XVI wieku Mikołaj Kopernik w dziele De revolutionibus orbium coelestium. Kopernikańska wizja heliocentryczna pozwala zrozumieć, dlaczego planety widzimy zawsze w pobliżu tej samej linii na niebie – jest nią rzut wspólnej płaszczyzny ich orbit.
Co naprawdę będzie widać 28 lutego
Największe znaczenie będzie miała geometria wieczornego nieba. Krótko po zachodzie Słońca nisko nad zachodnim horyzontem pojawią się najpierw Merkury i Wenus. Obie planety szybko znikną w poświacie zmierzchu, dlatego czas na obserwację będzie ograniczony do kilkudziesięciu minut. Mars i Jowisz znajdą się wyżej i będą wyraźniejsze – zwłaszcza Jowisz, który pozostanie najłatwiejszym i najbardziej efektownym celem obserwacji.
Uran i Neptun formalnie również wezmą udział w tej konfiguracji, jednak ich dostrzeżenie wymaga przynajmniej lornetki, a najlepiej teleskopu i dokładnej mapy nieba. W warunkach miejskich, przy zanieczyszczeniu światłem, identyfikacja tych planet będzie trudna. Dodatkowym wyzwaniem okaże się jasne jeszcze tło nieba – zmierzch ograniczy kontrast słabszych obiektów.

źródło: Stellarium / nocneniebo.pl
Dlaczego planety „maszerują” po jednej linii
Wszystkie planety krążą wokół Słońca w zbliżonej płaszczyźnie. Z perspektywy Ziemi obserwujemy więc ich ruch wzdłuż ekliptyki – tej samej drogi, którą w ciągu roku pozornie przebywa Słońce. Różnice w prędkościach orbitalnych sprawiają, że co pewien czas kilka planet znajduje się jednocześnie po tej samej stronie nieba. Nie oznacza to jednak fizycznego ustawienia w jednej prostej w przestrzeni kosmicznej – odległości między nimi liczone są w milionach i miliardach kilometrów.
Takie konfiguracje pojawiają się co kilkanaście miesięcy, lecz najczęściej obejmują trzy lub cztery planety. Układy z udziałem sześciu czy siedmiu obiektów są rzadsze i przyciągają uwagę mediów. Warto jednak pamiętać, że ich widowiskowość zależy przede wszystkim od wysokości nad horyzontem i warunków atmosferycznych, a nie od samej liczby planet.
Jak obserwować bez rozczarowania
Najlepszym rozwiązaniem będzie wybór miejsca z odsłoniętym zachodnim horyzontem, z dala od miejskich świateł. Obserwacje należy rozpocząć tuż po zachodzie Słońca. Merkury i Wenus wymagają szybkiej reakcji, zanim schowają się w niskich warstwach atmosfery. Później warto skupić się na Jowiszu, który przez dłuższy czas pozostanie wyraźny i stabilny.
Zjawisko z 28 lutego nie będzie ciasną koniunkcją jasnych punktów na niewielkim fragmencie nieba. To raczej okazja do prześledzenia geometrii Układu Słonecznego i praktycznego spojrzenia na mechanikę nieba, którą pięć wieków temu opisał Kopernik.

źródło: Stellarium / nocneniebo.pl