Naukowy świat z rosnącym niepokojem obserwuje plany gigantycznego rozbudowania konstelacji satelitarnych na niskiej orbicie okołoziemskiej. Jeśli wszystkie zgłoszone projekty zostaną zrealizowane, do końca lat 30. na orbicie może znaleźć się nawet 560 tysięcy satelitów – kilkadziesiąt razy więcej niż dziś. To wizja, która brzmi imponująco, ale jednocześnie budzi poważne obawy: przyszłość astronomii może znaleźć się pod znakiem zapytania.
Od 2019 roku liczba satelitów wzrosła z 2 tysięcy do 15 tysięcy, a dynamiczny rozwój konstelacji komunikacyjnych – zwłaszcza Starlink – tylko przyspiesza ten trend. Już teraz smugi pozostawiane przez odbijające światło urządzenia pojawiają się na zdjęciach astronomicznych znacznie częściej niż zaledwie kilka lat temu. Zespół dr. Przemysława Mroza z Obserwatorium Astronomicznego UW wykazał, że w 2019 roku satelity psuły jedynie 0,5% obrazów wykonanych o świcie i zmierzchu. Dwa lata później było to już 20%, a prognozy na 2027 rok wskazują, że niemal każda fotografia wykonana w tych warunkach zostanie zanieczyszczona.
Jeszcze poważniejszy problem dotyczy teleskopów kosmicznych. Najnowsze symulacje pokazują, że przy obecnych planach rozbudowy orbitalnych flot, aż 96% zdjęć wykonanych przez teleskopy SPHEREx, ARRAKIHS czy chiński Xuntian może zawierać zakłócenia spowodowane odbitym światłem. Co więcej, duże satelity o powierzchni 100 m² potrafią już teraz świecić jak najjaśniejsze gwiazdy, a przyszłe konstrukcje o powierzchni nawet 3000 m² mogą dorównać jasnością… planetom. To ogromne wyzwanie dla astronomów analizujących słabe sygnały z dalekiego kosmosu – te same, które pozwalają odkrywać planetoidy, supernowe czy pierwsze galaktyki.
Naukowcy ostrzegają, że w takim otoczeniu satelity mogą maskować obiekty istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa Ziemi – np. planetoidy zbliżające się do naszej planety. Nawet Kosmiczny Teleskop Hubble’a, mimo wąskiego pola widzenia, ma już obecnie zanieczyszczone około jednej trzeciej obrazów.
Co można zrobić? Pomysłów jest kilka, choć żaden nie jest idealny. Ograniczenie liczby satelitów wydaje się najmniej realne. Firmy rozwijające globalny internet satelitarny oraz systemy sztucznej inteligencji rywalizują o dostęp do orbity na niespotykaną dotąd skalę. NASA apeluje więc przynajmniej o współpracę: udostępnianie danych o pozycjach i orientacji satelitów może pomóc astronomom planować obserwacje i minimalizować straty.
Dobra wiadomość jest taka, że część najważniejszych obserwatoriów – jak Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba znajdujący się w punkcie Lagrange’a L2 – pozostaje poza zasięgiem tego „świetlnego zanieczyszczenia”. Jednak dla teleskopów krążących wokół Ziemi przyszłość staje się coraz bardziej niepewna.