W ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat średnia roczna temperatura w Polsce wzrosła o ponad 2,3 stopnia Celsjusza — wynika z danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. To zmiana, której skutki coraz wyraźniej odczuwamy: letnie susze na Kujawach i Mazowszu, nagłe powodzie w górach, rekordowe upały w miastach.
Więcej energii, więcej chaosu
Wzrost temperatury o 2 stopnie Celsjusza to nie tylko „cieplejsze lata”. Cieplejsze powietrze zawiera więcej energii i pochłania więcej pary wodnej — to właśnie ona zasila ekstrema. Ta sama para, która latem osusza pola, jesienią może spaść gwałtownie w jednym miejscu jako nawalna ulewa. Dlatego ocieplenie klimatu daje jednocześnie suszę i powódź, nie jedno albo drugie.
Różnice między regionami Polski są wyraźne. Najbardziej ogrzały się Pojezierza, Podkarpacie i Karpaty — o ponad 2,4 st. C — najwolniej Sudety, bo o około 2,1 st. C. W miastach tempo ocieplenia jest jeszcze szybsze: Wrocław ogrzewa się o blisko 0,8 st. C na dekadę, Gdańsk o 0,5 st. C. Aglomeracje gromadzą ciepło w betonie i asfalcie, wzmacniając globalny trend.
Susze inne niż kiedyś
Susza nie jest dla Polski nowością, ale obecne epizody różnią się od historycznych. Trwają dłużej, obejmują większe obszary i towarzyszą im wyższe temperatury. Oznacza to szybsze parowanie: deficyt wody nie tylko narasta na powierzchni, ale sięga coraz głębiej w glebę. Najsilniej odczuwa to środkowa Polska — Kujawy, Wielkopolska i część Mazowsza.
W Polsce zbiorniki wód podziemnych, które zasilają wodociągi i umożliwiają nawadnianie pól, odnawiają się wolniej niż są eksploatowane. Wiosną 2026 r. bilans klimatyczny był ujemny na obszarze praktycznie całego kraju. Europejska Agencja Środowiska prognozuje, że do połowy tego stulecia częstotliwość susz meteorologicznych wzrośnie w niemal całej Europie.
Wrzesień 2024: kiedy susza ustępuje powodzi
We wrześniu 2024 r. niż genueński przyniósł intensywne opady na południe Polski. Warunki były wyjątkowe: temperatura Morza Śródziemnego była wyraźnie wyższa niż zwykle, co zwiększyło ilość pary wodnej transportowanej przez układ. Gdy ta para wypadła jako deszcz w Sudetach i na Pogórzu, rezultat był katastrofalny. Stan klęski żywiołowej objął cztery województwa. Zginęło dziewięć osób, ewakuowano ponad 6,5 tys., a uszkodzeń doznało ponad 11,5 tys. budynków. Ten sam rok, w którym wiosną i latem rolnicy alarmowali o suszy, jesienią okazał się też rokiem powodzi.